30 listopada 2020

Prezes NBP wymierza cios bankom

Banki nie oddają pola w walce z frankowiczami. Mimo regularnych przegranych na salach sądowych nieustannie poszukują rozwiązań pozwalających na odwrócenie negatywnego trendu. W ostatnich tygodniach podjęły próbę przeciągnięcia na swoją stronę ważnych instytucji publicznych.

Na początku listopada banki wystosowały pismo do Prezesa Narodowego Banku Polskiego oraz Przewodniczącego Komitetu Stabilności Finansowej. Poruszona została w nim kwestia zbliżającego się rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego, który ma zebrać się w składzie „siódemkowym” celem rozstrzygnięcia rozbieżności w orzeczeniach zapadających na gruncie sporów dotyczących tzw. umów frankowych.

Banki listy piszą…

Banki są świadome, iż biorąc dotychczasową prokonsumencką linię orzeczniczą SN, kolejne orzeczenie może pogrzebać ich szanse w walce z kredytobiorcami. Dodatkowo na niekorzyść przemawia fakt, iż uchwała wydana w składzie siedmiu sędziów będzie miała moc zasady prawnej. Na ten moment banki przegrywają już w ok. 90% spraw, a planowane rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego może być dla nich przysłowiowym „gwoździem do trumny”.

Argumenty te skłoniły instytucje finansowe do wykonania zuchwałego kroku mającego na celu wciągnięcie w rozgrywkę sprawami frankowym instytucji państwowych. Banki stwierdziły, iż w związku z planowanym orzeczeniem Sądu Najwyższego niezbędne jest zajęcie stanowiska zarówno przez Narodowy Bank Polski ale też Komitet Stabilności Finansowej.
Jednocześnie banki w swoim piśmie zasugerowały, iż przywołane instytucje publiczne są zobowiązane do takowej interwencji, gdyż same są zamieszane w problem z umowami powiązanymi z frankiem szwajcarskim. W związku z tym winny wesprzeć teraz banki w obronie ładu finansowego, do którego zachwiania mogłoby dojść na skutek nieprzychylnego dla nich rozstrzygnięcia. Jak czytamy w liście Na podstawie dotychczasowych doświadczeń oceniamy, że brak Państwa głosu w poniżej wymienionych kwestiach może doprowadzić do uchwały w kształcie zagrażającym możliwości sprawnego i bezpiecznego funkcjonowania sektora. W bezpardonowy sposób podjęto starania ukierunkowane na zdyscyplinowanie Sądu Najwyższego, które miałoby skutkować uzyskaniem rozstrzygnięcie, które mogłoby im pomóc w sprawach frankowych.

Prezes NBP nie wesprze banków w walce z frankowiczami

Prezes Narodowego Banku Polskiego nie dał się wciągnąć w brudną rozgrywkę. W sposób jednoznaczny odpowiedział, iż za wprowadzenie na rynek obarczonych postanowieniami niedozwolonymi umów pseudofrankowych odpowiedzialne są tylko i wyłącznie banki. Podkreślił, iż NBP śledzi problematykę tzw. kredytów frankowych w kontekście wpływu na sytuację banków i stabilności finansowej. Wyjaśnił niezwykle dobitnie, iż Narodowy Bank Polski nie jest podmiotem uprawnionym do wykładani przepisów prawa dotykających tej problematyki, a tym bardziej sugerowania sędziom jakie winni wydawać wyroki w sporach frankowiczów z bankami. Warto w tym miejscu zacytować odpowiedź prof. Adama Glapińskiego: Z niepokojem konstatuję, że państwa pismo wydaje się być próbą wywierania presji na bank centralny i KSF w celu podjęcia działań, które nie mieszczą się w mandacie tych instytucji.

Odpowiedź Prezesa Narodowego Banku była szybka i dosadna w swej treści. Pozbawił sektor bankowy złudzeń, iż kierowana przez niego instytucja będzie brać udział w sporach frankowych na zasadach określonych przez zewnętrzne podmioty. Zdaniem prof. Adama Glapińskiego banki muszą wziąć odpowiedzialność za stosowanie w umowach wobec kredytobiorców postanowień niedozwolonych, tzw. klauzul abuzywnych.

Obrazuje to jednoznacznie, iż banki działają na wielu frontach w walce z frankowiczami. Stało się już chyba normą, iż nieuczciwe zagrywki stosują nie tylko na salach sądowych, ale też poza nimi. Skala poczynań nie jest do końca znana. Można być pewnym tylko tego, iż banki wyzbyły się jakichkolwiek zasad etyki, a ich działania zahaczają o czyny naruszające nie tylko normy moralne, ale też normy prawne.

Informacje na temat wyżej opisanych zdarzeń miały nie ujrzeć światła dziennego, gdyż korespondencja nie była upubliczniona. Jednak do odpowiedzi wystosowanej przez szefa NBP dotarli dziennikarze, a następnie ujawnili dla szerokiego grona odbiorców.